Polskie boysbandy z lat 90

Bierzemy listy przebojów, sprawdzamy co się sprzedaje, co jest popularne i robimy to w Polsce. Na tej zasadzie w drugiej połowie lat 90 dostaliśmy kilka boysbandów. To jednorazowe strzały na portfele, bo przecież polskie boysbandy były niczym meteory. Najbardziej rozpoznawalny i trwale zapisany w historii polskiej muzyki czyli Just 5 wydał jedynie w 3 płyty (rok po roku- mieli tempo czy tam rozmach) i tyle chłopaków widzieliśmy (fakt Bartek Wrona próbował solowo działać ale jakoś bez powodzenia).
Nie ma żadnego boysbandu, który powstał gdzieś w „garażu czy innej piwnicy”, zawsze to będzie typowa robota marketingowa. Zaczynamy, w kontrze do girlsbandów, o których możecie przeczytać w tym artykule:  Girlsbandy z Polski, czyli nasza odpowiedź na Spice Girls. Sprawdzamy polskie boysbandy lat 90.

JUST5
Tak się robi prawidłowo marketing w muzyce lat 90. Zimą 1997, za pośrednictwem programu na TV Polonii zaczęto wieszczyć powstanie pierwszego polskiego boysbandu (a zespół VOX to co?). Garść informacji, a na sam koniec konkurs na nazwę. Telewidzowie programu Brawo!Bis wysyłali propozycje odnośnie nazwy dla polskich Backstreet Boys. Czy jednak to nie była zwykła akcja promocyjna by zainteresować jak najwięcej osób? Czy może jednak rzeczywiście jest w Polsce gdzieś osoba, która wysyłając kartkę pocztową z nazwą JUST5 zapisała się na trwale w historii?
Za wszystkim stał Sławomir Sokołowski, osoba odpowiedzialna np. za zespół Bolter czyli „Daj mi tę noc”, a w późniejszych czasach „podżastfajf” współpracował choćby z Gabrielem Fleszarem czy The Jest Set.
Debiutancka płyta okazała się gigantycznym sukcesem, sprzedając się w ilości 229 000 egzemplarzy, a „Kolorowe sny”, to piosenka którą większość doskonale zna. Druga płyta to mniejsze zainteresowanie, by po trzeciej zwinąć biznes.
Na koniec anegdota, ciekawostka związaną z tym, że dwa razy przed Just 5 na koncertach, jako support, występował Justin Timberlake. Tak właśnie było kiedy to N’Sync przyjechał na promocję do Polski.

HI STREET
Za wszystkim stał Marek Sośnicki czyli Tamerlane, który na początku lat 90 właśnie w zespole o takiej nazwie pokazał się na rynku muzycznym. Gdy zapanowała moda na boysbandy skręcono Hi-Street gdzie głównym wokalistą był Waldemar Goszcz. Pozostali panowie byli chyba wzięci na dokładkę, mieli stać i ładnie wyglądać. Poniżej do wysłuchania „największy przebój zespołu”


 

BOOM BOX
Kolejny meteor polskiej sceny muzycznej spod znaku boysbandy. Kiedy na świecie pojęcie boysband zaczynało być już paździerzem, a w siedzibach polskich firm fonograficznych „skrajano” polskie Britney Spears (pozdrawiam panią Maję Kraft), wypuszczono Boom Box. Dość szybko jednak przygoda z rynkiem fonograficznym została zakończona. Należy wspomnieć jednego z panów, który śpiewał w Boom Box. Mianowicie Andrzej Lampert pokazał się szerszej publiczność w kolejnej dekadzie, jako wokalista zespołu PIN.

NOT FOR BOYZ
Bejbee pragnę cię…i wielka pustka w głowie. Skąd, jak, kto? Nie mam pojęcia, internet milczy, kojarze początek takiej frazy. Jedyne co na pewno zapisało się na trwałe (w necie nic nie ginie) to dość swobodny cover „Przeżyj to sam”

kogoś poniosło przy tej interpretacji przeboju grupy Lombard