Domowe nasiadówy przy komputerze – lata 90

Komputer na początku lat 90 to oznaka wysokiego statusu. I nie mam na myśli Atari czy Commodore 64, których było wtedy na pęczki. Pozycję na osiedlu zdobywało się posiadając komputer PC czy choćby Amigę. Kto zagrywał się na Commodore i dostąpił zaszczytu chwilowej gry na PC, ten inaczej patrzył na świat. To wtedy powstało hasło: „Mogę przyjść na komputer?”

I kiedy zadajesz takie pytanie i kiedy możesz przyjść, to od razu zaczynasz grać „na sucho”, wyobrażasz sobie kolejne rozgrywki, levele, strategie. Gorzej kiedy już pukasz do drzwi, a tam cicho, „nikogo nie ma w domu”. Warto uporządkować spotkania komputerowe, wspólne giercowanie wśród znajomych żeby nie było, że „za naszych czasów” to tylko po podwórku ganialiśmy 🙂

 

Gry z kasety zamiast w sieci
Inwazja Commodore 64 na osiedle w początkach dekady przyczynił się do spotkań mniejszych lub większych grup znajomych na wspólnej grze. Tutaj nie trzeba było się wpraszać, nie trzeba było kombinować jak stać się uczestnikiem takich spendów. Grało się we wszystko co możliwe, chociaż największym powodzeniem cieszyła się gra Microprose Soccer i nabijanie goli Omanowi. Również przypadkowo znalezione na jednej z kaset Ryzyko pozwalało rozgrywać potyczki pomiędzy znajomymi. Była również gra której właściciel sprzętu nie pozwalał odpalić czyli „Decathlon”. Kto grał ten wie co trzeba było zrobić z joystickiem i w jakim później był stanie.
Takie spotkania nie odbywały się jednak zbyt często, okresy jesienno-zimowe i zazwyczaj dni wolne od szkoły.

Micro Soccer czyli gra która pozostawiła w tyle inne piłki nożne na C64

Wolna chata czyli niekończąca się opowieść
Zdarzało się że rodzie opuszczali domostwo pozostawiając dzieci i młodzież samą lub pod „opieką” sąsiadów. To znakomita okazja by maksymalnie przetestować sprzęt komputerowy, szczególnie dla starszego grona, nie muszącego chodzić do szkoły. Dzieciarnia musiała obejść się ze smakiem kiedy „dorośli” grali w Buggy Boy przez cały weekend, z drobnymi przerwami na spanie. Nam pozostawało jedynie oglądanie ich popisów za kółkiem.

Inna opcja to wyjazdy długoterminowe, a dokładniej dwa tygodnie ferii bez rodziców. Całe ferie od rana do wieczora na Amidze, czyli możliwość grania w gry zdecydowanie lepsze niż na C64. Całość kręciła się wokół takich tytułów jak Sensible Soccer 96/97 oraz The Manager ale oczywiście z polskimi drużynami. Minusem tej sytuacji był fakt zerowego przygotowania się do zajęć szkolnych, co przecież w ósmej klasie było niedopuszczalne.

noce i dnie przy Buggy Boy – byli tacy hardcorowcy

Najwyższy stopień wtajemniczenia komputerowego czyli PC
Nieliczne jednostki na początku lat 90-tych mogły pochwalić się posiadaniem PC. Co ciekawsze, trafiały się egzemplarze z czarno białymi monitorami. Pierwsze wpraszania się na komputer tej klasy charakteryzowały się przeglądami gier, nie było raczej możliwości grania cały czas w jeden tytuł. Praktycznie każda gra rozbudzała emocje, chciało się wszystkiego skosztować. Czy to Terminator czy Cywilizacja, gry z każdej kategorii dawały frajdę i to nawet w opcji dwóch kolorów. Doskonale pamiętam, że była to jedyna osoba z komputerem PC w klasie, która się ujawniła. 🙂 Jeden dzień w tygodniu szło się do szkoły na drugą zmianę czyli był czas żeby sobie pograć przez kilka godzin.

Końcówka lat 90tych to masowy napływ komputerów stacjonarnych, stawały się one czymś zwyczajnym, jak kilka lat wcześniej komputery Commodore 64. Do tego w zasięgu portfela była możliwość nabycia Sony Playstation. Na pewno należy podkreślić jedno, to samo co we wstępie – nie było tak, że ciągle lataliśmy za piłką, całe dnie spędzaliśmy na podwórku. Jeżeli nadarzała się okazja to po prostu zbieraliśmy się na komputerowe „nasiadówy”. Każdy na swój sposób, każdy na swoim osiedlu na pewno doświadczał czegoś podobnego w latach 90tych