Reprezentacja Polski walczy o awans czyli fatalne lata 90

Armenia, następnie Czarnogóra i po 12 latach wracamy na mundial. Od roku 2002 byłaby to już 6 wielka impreza piłkarska z udziałem Polaków. Przy obecnej sytuacji, sukcesy kadry mogą spowszednieć, a przecież w latach 90 było zupełnie odwrotnie. Tam każdy, nawet sukces w pojedynczym meczu był fetowany przez wszystkich. Ba wystarczyło, że Citko strzelił bramkę na Wembley w przegranym meczu by stało się to sportowym newsem dnia. Dla wszystkich, którzy interesowali się piłką w latach 90, którzy wtedy dorastali, gra i wyniki reprezentacji były obrazem nędzy i rozpaczy.

Aj jezus maria
Andrzej Strejlau przy kadrze narodowej zaczął działać w latach 70, pod okiem Kazimierza Górskiego. Jednak reprezentację objął dopiero na przełomie lat 80 i 90. Dwa podejścia w eliminacjach i dwie porażki. Anglia, Irlandia stanęły na drodze do Euro 92 w Szwecji. W tej grupie padało po prostu za wiele remisów pomiędzy czołowymi drużynami i tak naprawdę porażka z Anglią na Wembley sprawiła, że zajęliśmy 3 miejsce w grupie. W eliminacjach Mistrzostw Świata USA 94 dostaliśmy jeszcze mocniejszą grupę, wystarczy wspomnieć, że obok nas w pokonanym boju została Anglia. Do Ameryki pojechała Norwegia oraz Holandia. „O jezus maria…” Dariusza Szpakowskiego oraz ręka Furtoka z San Marino, to wspomnienia, które najbardziej zapadły w pamięci kibiców. Do dziś przypominane przy różnych sytuacjach.

Grupa bankietowa w walce o bilety do Anglii
To co się działo na zgrupowaniach kadry można sobie poczytać choćby w książce Wojciecha Kowalczyka. To co się działo w eliminacjach dawało przez pewien czas nadzieję na awans. Reprezentacja dowodzona przez selekcjonera Apostela utrzymywała się przez długi czas w grze, z uwagi na korzystne rezultaty w innych spotkaniach. Ale ostatecznie, skoro nie udało się wygrać żadnego spotkania na wyjeździe, skoro u siebie nie dało rady wygrać z dwoma najlepszymi ekipami czyli Francją oraz Rumunią, to trudno ostatecznie awansować. Tamte eliminacje zostaną zapamiętane choćby ze spotkania Francja – Polska i tego co w polskiej bramce wyczyniał Andrzej Woźniak. Remis 1:1, jedna akcja Polski i gol. Francuzi nie potrafili wykorzystać nawet rzutu karnego, dopiero w samej końcówce doprowadzili do remisu. Inny bramkarz zostanie zapamiętany jako ten, który wpadł z piłką do bramki. Po blamażu na Słowacji i wtopie 0:0 z Azerbejdżanem należało szykować się do kolejnych eliminacji.

Milion trenerów w drodze na mundial Francja 98
Nowym selekcjonerem został Władysław Stachurski, jednak nie miał okazji by zagrać o punkty. Po czterech meczach towarzyskich został zastąpiony przez Piechniczka. Włosi i Anglicy w grupie to praktycznie ekipy nie do przejścia i tak się tutaj stało. Jeden punkt w czterech meczach z faworytami to raczej kiepski bilans by myśleć o grze na mistrzostwach. Do tego po meczu z Rosją kilku graczy zrezygnowało z gry w kadrze, to wszystko sprawiło, że do końca eliminacji nie dotrwał Piechniczek i w meczu z Gruzją zastąpił go Krzysztof Pawlak. Selekcjoner, który ma znakomity bilans, 1 wygrana, 0 remisów i 0 porażek, w bramkach 4:1. Na ostatnie spotkania eliminacyjne czyli wyjazdy do Mołdawii i Gruzji pod opiekę kadrę wziął Janusz Wójcik, trener z audio-tele. Taka sytuacja z TVP gdzie zorganizowano konkurs audio-tele kto powinien prowadzić kadrę. Wygrał Wójcik, mimo iż prezes Dziurowicz wolał widzieć na stołku selekcjonera Edwarda Lorensa. Lorens oczywiście się załapał jaki asystent trenera.


Trener Piechniczek „się spieklił”

Sidorczuk czy Matysek i asysta Brzęczka
Z kampanii o wyjazd na Euro 2000 najbardziej pamiętać można dwa mecze, w odstępie kilku dni, które pogrzebały szanse na awans. Na początek sobotnia porażka z Anglią na wyjeździe 1:3. Ultradefensywne ustawienie nie pomogło. Kilka dni później w środę mecz na Śląskim ze Szwecją. Próba podania do przodu przez Brzęczka okazała się podaniem do przeciwnika. Szwedzi sytuację wykorzystali i porażka 0:1 sprawiła, że już wiosną 1999 szanse na awans stały się iluzoryczne. Do tego rotowanie w obsadzie bramki. Decyzją trenera z Anglią zagrał Matysek, ze Szwecją Sidorczuk. Trochę to dziwne było, tak jakby każdy miał dostać szansę.