Nasze osiedlowe Wembley

Chyba większość chłopaków dorastających w latach 90-tych uganiała się za piłką. Wystarczyła wolna chwila i już leciało się pod blok, zbierało ekipę i grało, kopało piłkę do nocy. Zadania domowe zawsze mogły zaczekać. Mało kto w tamtym czasie myślał o zapisaniu się do klubu piłkarskiego, nie było tysiąca szkółek piłkarskich. Niewielu na początku lat 90-tych było stać na jakiś w miarę konkretny komplet piłkarski. Chciałeś mieć koszulkę piłkarską to brałeś pisaki, białą koszulkę i sobie tworzyłeś wieczorem w domu. Koszulka oczywiście po pierwszym praniu traciła emblematy klubowe, twój numer i obowiązkowe nazwisko.

Przez te lata zdzieraliśmy kolejne buty na różnych nawierzchniach, boiskach. Z wiekiem coraz lepiej poznawaliśmy nieświadomie niuanse taktyczne, od taktyki „na muchę” czyli wszyscy lecą za piłką, po fachowy podział na pozycje i zadania na boisku. Gdzie pykaliśmy w piłkę?

Pod blokiem
Dzisiaj to już niemożliwe, w miejscu gdzie było nasze Wembley obecnie rośnie „mały las”. W połowie lat 90-tych starsze pokolenie sąsiadów rozpoczęło akcję zalesiania boiska Do tego czasu wystarczyło wyjść przed blok, krzyknąć albo skorzystać z domofonu i zbierała się ekipa. To boisko posiadało nawet „naturalnie” „półsłupki”. Na niewielkim pasie zieleni, na jego krańcach znajdowały się dwie lampy osiedlowe. To były nasze słupki, po drugiej stronie bramki kładło się bluzy czy kamienie. Odwieczny dylemat sędziowski w tamtych czasach dotyczyły tego, czy piłka przeleciała nad słupkiem z bluzy/kamienia, wyszła na róg, a może był gol. Już wtedy niektórzy z nas doskonale radzili sobie z analizami. Analizowali tak długo że wszyscy byli już zmęczeni i tym sposobem reszta przyznawała im rację byle tylko zacząć znowu grać.

pierwsze boisko i to co z niego zostało

Na łąki
Kto miał szczęście mieszkać blisko łąk, ten mógł iść pograć w „poważnym meczu”. Tak było na naszym osiedlu, 3 minuty od bloków i byliśmy na łąkach. Oczywiście gra była możliwa tylko gdy trawa była skoszona, gdy krety za pomocą kopców nie przyznawały sobie prawa własności tego terenu. I potrzeba było większej liczby osób. Grało się często blok na blok, schodzili się ludzie z różnych części osiedla. Do tego murawa nie była raczej zbyt prosta, wilcze doły czaiły się w pewnych sektorach boiska. Zastanawiające jest to, że nikt wtedy się nie połamał, nawet nie było skręceń nogi.

Wyprawa na wrogi teren
Mecz na wyjeździe to skomplikowana operacja logistyczna ale gra warta świeczki. W niektórych częściach osiedla były piaskowe boiska wyposażone w metalowe bramki. Można było iść tam grać ale w większej grupie. Tubylcza młodzież czyli miejscowi kibice nie byli często zbyt pozytywnie nastawieni do tego, że na ich terenie gra ktoś obcy. Hasła typu „idźcie grać pod swój blok” należały do kategorii „przyjaznych pozdrowień”. Inna opcja to organizacja meczu z gospodarzami terenu. Ale tutaj też pojawiało się ryzyko, szczególnie kiedy mecz układał się po naszej myśli. Trzeba było zawsze gotowym na jakieś konkretne przyspieszenie w kierunku swoich rewirów. Na miejscu tego boisko obecnie stoi blok mieszkalny.
Można było jeszcze skorzystać z gry na takim boisku w ramach ligi osiedlowej dla dzikich drużyn…

Czempionslig czyli elitarne rozgrywki osiedlowe
To coś o czym marzyło wiele przyszłych gwiazd piłki nożnej ale dwa problemy przekreśliły nie jedną karierę piłkarską. Pierwszy z nich to ograniczona liczba drużyn, druga to obowiązek posiadania opiekuna na meczach. Trudno było wyprosić komukolwiek rodzica, żeby przyszedł w środku tygodnia, o godzinie 15 i oglądał nasze popisy przy okazji biorąc odpowiedzialność za nasze zdrowie. Warto jednak było tam grać, warto było walczyć o to by mieć możliwość uczestnictwa w takich rozgrywkach. Ogromne emocje, prawdziwa rywalizacja, profesjonalne podejście do zadań taktycznych 🙂

Gra w szkole na kilka sposobów
W szkole można było pograć na kilka sposobów. Nie licząc zajęć WF, wszyscy czekali na klasowe rozgrywki w piłkę nożną halową, rozgrywane raz do roku. Można było zasmakować „wielkiej piłki” i rozczarowania po przegranym meczu. Niestety zawsze obowiązywał system pucharowy i jedna porażka odkładała marzenia o wygranej na przyszły rok. Do tego gratyfikacji dla dobrze grających w postaci „szkolnej chwały”, bo rozgrywki te śledziło wielu uczniów, frekwencja była naprawdę okazała.

piłka do gry na przerwach czyli papier plus taśma klejąca

 

Można było również doskonalić swoje umiejętności piłkarskie na przerwach. Ten rodzaj gry pozwolił wytrenować koncentrację i umiejętność przeglądu pola. Grało się piłką powstałą z papieru i taśmy. Oprócz skupieniu na rywalizacji piłkarskiej trzeba było czujnie doglądać czy z którejś strony nie nadchodzi dyrektor szkoły do spraw skautingu. Przechadzał się na przerwach celem poszukiwania potencjalnych gwiazd polskiej piłki. Jak już taką gwiazdę dorwał to z urzędu miało się okolicznościowy wpis w dzienniku uwag. Skuteczność miał ogromną, spotkała mnie przyjemność wizyty w jego gabinecie i mogłem podziwiać gablotę z trofeami. Nie wiem dlaczego zbierał te piłki robione chałupniczą metodą ale była ich cała masa.

To już koniec wspominek o piłce nożnej w latach naszej młodości, w latach 90. Każdy ma zapewne inne, każdy ma jakieś ciekawe doświadczenie z tego okresu. Ja już teraz zapraszam na kolejny wpis w tym temacie gdzie trzeba będzie przypomnieć sobie sprzęt do gry w piłkę, a także rozwój świadomości taktycznej;)